piątek, 12 lutego 2016

W Polskę idziemy...

Małopolska byla celem naszych feryjnych wojaży.
A że aparat ma się teraz zawsze przy sobie - to zapisałam kilka cudów na zdjęciach.
*
Zaczęło się już na pierwszym obiedzie w Opatowcu w
Restauracji "Stary Młyn"
Bardzo smacznie, tanio i stylowo:


Pierwszą poduszki krzyżykami robiłam w piątej klasie
- drugą właśnie zaczęłam - te dwie więc pierwsze przykuły moją uwagę 


Takie serwety leżały jako okrągłe poduszki na babcinym łóżku


 Z elewacją jak z Zalipia fotografuje się Najmłodsza.


Kolejnego dnia urzekły mnie detale w Bacówce "Biały Jeleń" w Iwkowej.
Obok Galeryjki rękodzielniczki z Limanowej stała jeszcze choinka,
 a na niej urocze choć niefotogeniczne ;) zawieszki.


Na parapecie prosty wazon został zamieniony w efektowną dekorację - bez cepeliady!


Nawet szarlotka awansowała do rękodzieła :)


Dzień później zauroczyły mnie elewacje w Bochni,
 może ludzie będą dla nich bardziej łaskawi niż czas...




Niedzica - i kolejne odkrycie - z taką torebką można by i dziś robić furorę!


Zakopane - cudna wystawa, cudne lale - hand made i to polski,
w zalewie góralskiego "folkloru" z Chin, to prawdziwy rarytas.


Skansen w Nowym Sączu zaprzeczył treści piosenki:
"wysokie płoty tato grodził..." ;)


A Galicyjskim Miasteczku cuda na kiju - kto nie byl niech żałuje!
Prezentacja prac sznycerza i obrazów na szkle malowanych,
Dziewiętnastowieczne: zakład fotograficzny i zegarmistrzowski, remiza strażacka,
apteka i dentysta, fryzjer, cukiernia...


A u krawca to istne szleństwo:





Obok w mieszkanku trochę codzienności:
obrus z haftem krzyżykowym to normalka, 
ale ręczników z monogramem ręcznie haftowanym to juz często się nie widuje ;)
i jeszcze  pułeczka wieszak ozdobiona haftem.
Aż żal, że zdjęcia takie żałosne...



No i jeszcze sklep kolonialny - szwarc , mydło, i powidło <3


A na koniec podróży rękodzielniczej malowana figurka ciężarnej Matki Boskiej
u artystycznej Cioci i piękne świece ręcznie wykańczane.




... i po podróży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz